środa, 27 lipca 2016

Kuchnia murowana

Kuchnia murowana była moim marzeniem, odkąd zaczęłam w ogóle myśleć o swojej własnej kuchni (około 10 lat wstecz).


Jednak z tego powodu, że w naszej pierwszej kuchni, którą odziedziczyliśmy po starszej cioci, była podłoga z desek, moje marzenie nie zostało wówczas zrealizowane. Kuchnia (a właściwie aneks kuchenny był utrzymany w rustykalno - nowoczesnym (ups!) stylu, ale dobrze nam się w niej mieszkało, choć było ciasno. Jak mówi znane powiedzenie "pierwsze mieszkanie dla wroga, drugie dla przyjaciela, trzecie dla siebie"... Kiedy po czterech latach mieszkania w naszym maleńkim M2, zostawialiśmy rodzicom męża tamtą kuchnię, a sami przeprowadzaliśmy się do części domu, w której kuchnię należało, można było i trzeba było zaprojektować, wykonać od zupełnych podstaw, byłam przeszczęśliwa, gdyż właśnie ziszczało się moje marzenie: KUCHNIA BĘDZIE MUROWANA!!! Z zapałem zabraliśmy się do rozrysowywania koncepcji, według której urządzimy kuchnię. Wersje zmieniały się z upływem kolejnych tygodni, ale w końcu ustaliliśmy własny projekt.
Oczywiście zacząć trzeba było od otynkowania ścian:

Następnie umocować zawory wody:
Potem można było przystąpić do budowania ścianek działowych poszczególnych szafek. My użyliśmy do tego gazobetonu:
Gazobeton idealnie nam tutaj pasował, gdyż mieliśmy już upatrzone płytki o wymiarach 10 cm na 10 cm, a ścianka gazobetonu tyle właśnie miała. Oczywiście wcześniej wymierzyliśmy kuchnię i rozplanowaliśmy ją na papierze, pamiętając o tym, że każda ścianka szafki będzie 10 - ciocentymetrowa.



Na uwagę zasługuje fakt, iż wszystkie prace przy aranżacji kuchni (oprócz tynkowania) wykonali mój mąż i mój teść. To oni są bohaterami tego domu :) Pracowali w dość trudnych warunkach pogodowych, bo za oknem było na minusie, a wnętrza jeszcze nie były ogrzewane tak, jak trzeba, ale dali radę!

Kiedy już ścianki szafek zostały wymurowane, można było układać glazurę. Tego etapu, niestety, z nieznanych mi dziś przyczyn, nie udokumentowałam fotograficznie, czego żałuję. No, ale efekt końcowy wygląda tak:




Kolejną bohaterką tego wnętrza jest IKEA. Bez tego szwedzkiego przedsiębiorstwa moja kuchnia na pewno nie wyglądałaby tak samo, nie byłaby tym, czym jest dla mnie teraz :) (Nadmieniam, że nie jest to post sponsorowany-ja po prostu lubię tę sieciówkę.)
Jako drzwi do szafek, szuflad i ukrycia zmywarki użyliśmy stylowych frontów Flipstad, do których przykręcone zostały uchwyty Faglavik na dole, a u góry gałki Norrbyn. Nad zlewozmywakiem króluje bateria ikeowska Edsvik, która od pięciu lat nie przyniosła wstydu marce i działa bez zarzutu.

Stół (nasz ukochany Jokkmokk) trafił tu ze starego mieszkania, w którym godnie pełnił swą rolę w pokoju dzienno - jadalnianym. Nie wyobrażam sobie, by mogło go z nami nie być... Lampy Kroby rozświetlają nam mroki wieczorów, które często spędzamy właśnie w kuchni, czytając prasę, książki lub grając w ulubione planszówki. Nad stołem staroć, do której mam wielki sentyment. To szafeczka pochodząca z rodzinnych pamiątek, którą mąż wyprosił od jednego ze swoich wujków. Dołożyliśmy trochę pracy, aby usunąć z niej kilka warstw farby i dotrzeć do czystego drewna, które polakierowaliśmy. W tej chwili jest miejscem, na którym ustawiłam swoją maleńką kolekcję młynków do kawy, pieprzu i cukru :)
W kąciku roboczym wisi szafeczka (nieznanego pochodzenia) wyszperana przez męża na pchlim targu. Bardzo lubię blok na noże, który również pochodzi z targu staroci, ale wyprodukowała go moja ukochana IKEA. Oczywiście wielbiciele szwedzkich kubeczków wiedzą, że na haczykach wiszą megawygodne Fargriki. Poranna kawa smakuje w nich wprost fenomenalnie. Gdybyśmy otworzyli szafki i szuflady, zobaczylibyśmy, że Ikea pomaga mi nieustannie w doskonałej organizacji przestrzeni kuchennej, ale o tym może napiszę w którymś z kolejnych postów.

W naszej murowanej kuchni nie wszystko jest jeszcze zrobione. w tej chwili pracujemy nad karniszami, które wpasować mogłyby się w stylistykę tego pomieszczenia. Moim marzeniem jest jeszcze posiadanie szydełkowych firanek  i belek imitujących stropowe. No, ale to wszystko przed nami.
Pozdrawiam
Asia.



9 komentarzy:

  1. Cudownie, że spełniłaś swoje marzenie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam! Zaciekawiona Twoim postem na moim blogu przyszłam z rewizytą i ...zaczynam żałować. Żałować, bo już od jakiegoś czasu mnie korci żeby przemalować cegłę na biało ;-) :-) :-D i teraz to się pogłębi. Powstrzymuje mnie jedynie nieodwracalność tego procesu :-). Ślicznie wyglądają Twoje białe mebelki. I mi też przytrafiło się zaniechanie fotografowania i bardzo żałuję, górne pomieszczenia zostały w ten sposób pominięte w niektórych fragmentach procesu ich tworzenia :-) Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za odwiedzinki i zapraszam częściej :) Czerwoną cegłę mam w salonie (pokoju dziennym) i tez czasem mną szarpie, kiedy na nią patrzę( z tęsknoty za biela), kiedy indziej zaś wolę ją oglądać taką, jaka jest ;) I bądź tu człowieku mądry...
    Pozdrawiam, Asia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Piekna i funkcjonalna kuchnia w pieknym stylu,B.S

    OdpowiedzUsuń
  5. Najważniejsze to spełniać własne marzenia! Gratulacje:) Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. DZIĘKUJĘ :)i zapraszam częściej :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli zostawisz ślad po swojej wizycie w postaci komentarza.